Jak panować nad własnymi emocjami?

Uśmiech - radość

Ludzi zupełnie pozbawionych zdolności do odczuwania emocji nazywamy psychopatami. Zapewne nikt z nas nie chciałby dojść do tak perfekcyjnej władzy nad swoimi odczuciami jednak na pewno sporo osób będzie zainteresowanych możliwością świadomego wpływania na swoje samopoczucie. Niestety część z Was może się poczuć nieco rozczarowana, wszak już za chwile okaże się, że emocje nie są niczym magicznym, to tylko kolejny fenomen naszego organizmu, który możemy w pewien sposób okiełznać.

Zanim przejdziemy do konkretnych technik należałoby zadać sobie pytanie o cel – co tak naprawdę chcemy osiągnąć? Czy zależy nam na tłumieniu wybranych emocji, które zaczynamy w danej chwili odczuwać czy może chcielibyśmy potrafić wywołać w sobie określone odczucia? Mimo pozornego podobieństwa, oba przypadki będą wymagały nieco innego działania. Zobaczmy jak to wygląda w praktyce.

Wywoływanie emocji

Mam nadzieje, że będzie to dla Was pozytywne zaskoczenie – okazuje się, że najłatwiejszą do sztucznego wywołania emocją jest radość. Nawet niewyćwiczonej osobie nie powinno to zając więcej niż kilkadziesiąt sekund. Wszystko sprowadza się do uśmiechania! Otóż jeśli chcemy poczuć się lepiej wystarczy, że się uśmiechniemy. Początkowo będzie to bardzo sztuczny uśmiech jednak wraz z upływem czasu zacznie się on przeradzać w prawdziwą radość. Dlaczego tak się dzieje? Jeśli słyszeliście o eksperymencie rosyjskiego uczonego Pawłowa to już wiecie, że chodzi o odruchy warunkowe. Ponadto niektórzy dowodzą, że uśmiech jest odruchem wrodzonym, nierozerwalnie złączonym z odczuwaniem radości. Zatem gdy tylko na naszej twarzy pojawia się uśmiech, do mózgu zostają wysłane sygnały, które w dalszej kolejności są przetwarzane na pozytywne odczucia. Jeśli nie wierzycie to nie pozostaje mi nic innego jak tylko poprosić Was o uśmiech.

Panowanie nad emocjami

Zupełnie inaczej wygląda sprawa w przypadku chęci zamaskowania tudzież ukrycia swoich prawdziwych emocji. Pierwsza trudność związana jest z czasem reakcji. Otóż dopiero po około 1/25 sekundy jesteśmy w stanie rozpocząć proces tłumienia odczuwanej emocji. Wydawać by się mogło, że taki ułamek sekundy jest zdecydowanie zbyt mały abyśmy zdążyli się z czymś zdradzić. Prawda jest jednak zupełnie inna, w tym czasie wprawne oko doskonale wyłapie jaką emocję pierwotnie odczuwaliśmy.

Co zatem możemy zrobić? W czasach zimnej wojny bardzo popularną metodą pozwalającą szpiegom na przenikanie do wrogiego obozu była technika Stanisławskiego. Jej założenia są niezwykle proste jednak całość wymaga dużego nakładu pracy, tylko w ten sposób jej stosowanie przyniesie zadowalające efekty. Podstawowym elementem w tej technice jest umiejętność przeżywania pewnych wydarzeń na nowo. Jeśli uda nam się wystarczająco mocno wczuć w sytuację, w której braliśmy udział to jest niezwykle prawdopodobne, że zaczniemy odczuwać te same emocje. Pozwala to na unikanie wszelkiego stresu – wystarczy wszak mieć w zanadrzu wspomnienie, które przepełnione jest spokojem i opanowaniem. Obecnie jest to technika szeroko wykorzystywana przez aktorów oraz prezenterów.

Gdy emocje biorą górę!

Nigdy nie będziemy w stanie całkowicie ujarzmić odczuwanych emocji. Wszelkie ćwiczenia pomogą nam w sytuacjach z codziennego życia, jednak zawiodą w nieoczekiwanych wypadkach. Nawet policjanci, którzy regularnie korzystają ze strzelnicy okazują zaskoczenie podczas wystrzału w neutralnym środowisku. Zachowywanie zimnej krwi jakie znamy z filmów sensacyjnych to fikcja – jesteśmy tylko ludźmi. Natura wyposażyła nas w emocje nie tylko po to aby uczynić z nas cudowne i romantyczne stworzenia ale przede wszystkim, aby zwiększyć nasze szanse przetrwania jako gatunku. Dlatego nie pozostaje nam nic innego jak tylko pogodzić się z tym faktem i zacząć żyć w zgodzie z samym sobą. W przeciwnym wypadku skazujemy się na walkę, której nigdy nie będziemy w stanie wygrać.